Wierz lub nie!


Ona pojawiła się w poniedziałek tuż po dwunastej. Wniosła ją Pani w przepięknej reklamówce z marketu, postawiła na stole, rozpakowała. Od razu poczułem, że to moje przeznaczenie, Nemezis.  Była taka onieśmielona. Zarumieniona. Nie pamiętam kto pierwszy wypowiedział to słowo: „Cześć”. Może ona, może ja, a może durszlak. Może to szklanka podeszła do niej, ona zawsze ma w sobie coś ciepłego i obdarowała ją uściskiem. Świta mi tylko to co było później.

Wspólne wieczory przy imbryku. Kąpiel w gotującej się wodzie. Leżenie na gąbce w bąbelkach z płynu do naczyń. Zbieranie okruszków chleba przy świetle latarki.

Ona wprawdzie była lekko słona a ja ostry, ale jakoś przylgnęliśmy do siebie.

I trwalibyśmy w szczęściu  i radości gdyby nie młynek.

 To on zniszczył mój świat.

Był bezksiężycowy, chłodny wieczór. Grzaliśmy się zapałkami, popijaliśmy herbatę, a tarka dostarczyła świeżą porcję buraczków. Była muzyka i śpiew. I to mnie zgubiło. A w zasadzie ją!!

Młynek wpadł w trans. Kręcił się i kręcił ciągle przyspieszając. Nic dziwnego. W końcu cały dzień  produkował proszek. Rozkręcił się do tego stopnia, że gałka oderwała się od korbki. Pech chciał, że trafiła w moją ukochaną. Solniczka wywinęła salto i spadła z blatu na podłogę. Zostały po niej tylko kryształki.





Teraz siedzę na oknie przy paprotce… Zbliża się Noc Kupały……



Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Wieczny Zacier.

Mariusz Czubaj R.I.P